ćwiczenia w pisaniu na dowolny temat

Od dziecka jestem obecna w kościele, od kiedy mogłam, zawsze byłam u spowiedzi w pierwsze piątki i nie opuściłam żadnej niedzielnej mszy. Moim ideałem od dzieciństwa jest Matka Jezusa Chrystusa, Bogurodzica, to z Nią i Bogiem w Świętej Trójcy kojarzy mi się pojęcie świętości. Zatem nie można być świętym bez Boga. Zdaję sobie sprawę, iż jest wiele religii na świecie, gdybym urodziła się w Afryce czy Azji, moja religia byłaby inna od dzisiejszej. Mimo wszystko świętość odczuwam jako najwyższy dar pochodzący od Boga, w którego wierzą ludzie w różnych miejscach planety. Świętość to cecha i domena Boga, pojęcia zatem związane z religią, dlatego nie wydaje mi się, aby można byłoby być świętym bez Boga.

Każdy wierzący człowiek, w tym i ja, stara się w swoim życiu dążyć do świętości, czyli ideału nakreślonego osobą Chrystusa w Nowym Testamencie, zarówno Jego życiem jak i nauką. Doktor Rieux i doktor Castel zasłużyli sobie na miano dobrych ludzi swoją pracą i oddaniem dla pacjentów. Z pewnością władze Oranu uhonorują ich poświęcenie i docenią zachowanie podczas wybuchu epidemii. Kontynuując niejako wątek powieści za Alberta Camus, mogę to sobie wyobrazić. Postawa tych lekarzy zasługuje na miano uświęconej, ponieważ ryzykowali własne życie, zapominali często o swoim bezpieczeństwie i można powiedzieć, iż cudem uniknęli losu tysięcy zarażonych dżumą i zmarłych pacjentów.

Inną kwestią jest jednak świętość, bowiem ocenia się ją zwykle po zbadaniu całego życia człowieka. O doktorze Rieux poza okresem epidemii wiemy niewiele. Znane nam fakty to posiadanie żony, którą kochał. Na początku powieści żegna się z nią, ponieważ ciężko chora wyjeżdża do sanatorium. Z kolei do domu lekarza przyjeżdża jego matka, aby pomagać mu w gospodarstwie podczas nieobecności żony. Do obu kobiet doktor ma poprawny stosunek, jego relacje z matką i żoną nie wzbudzają zastrzeżeń. Pod koniec powieści otrzymuje telegram, iż żona niestety zmarła. Z rozmów doktora z Tarrou dowiadujemy się, iż Rieux jest ateistą, człowiekiem niewierzącym w Boga. Jest w tym ateizmie podobny czy nawet tożsamy z Albertem Camus, swoim kreatorem i protoplastą, jak się domyślam.

Analizując logicznie dalej pojęcie świętości a nie filozoficznie, można twierdzić, iż skoro kategoria świętości jest przypisana Bogu i religii, to poza nią nie ma racji bytu. Słowem, kto nie wierzy w Boga, nie wierzy też w świętość, a zatem nie może być świętym w kategoriach religijnych. Owszem, jego postawa nawet przez wierzących może zostać oceniona jako święta, podmiot owej świętości musiałby jednak być z niej wyłączony. Analogią mogą być wszelkie nazwy rezerwowane w innych dziedzinach nauki do konkretnych zagadnień. Mówiąc na przykład na zajęciach z biologii o komórkach ludzkiego ciała, nie możemy przypisać owemu pojęciu znaczenia innego niż definicje biologiczne. Jakkolwiek w zdaniu typu „Rodzina jest podstawową komórką społeczeństwa” nie mamy na myśli nauki biologii czy medycyny, to jednak pojęcie to metaforycznie wskazuje na pewne odniesienia do pojęcia biologicznego. Pewne znaczeniowe implikacje nie stanowią jednak wypełnienia całości znaczenia pojęcia „komórka” jako terminu stworzonego dla potrzeb nauki o człowieku. Zatem konsekwencją tego sposobu myślenia będzie uznanie postępowania Rieux jako świętego w pewnym sensie, aby docenić rangę społeczną takiego zachowania ze wszech miar zasługującego na pochwałę i wyróżnienie. Natomiast zupełnie inną kwestią będzie uznanie człowieka o takich cechach jak ten fikcyjny bohater za świętego, a jeszcze inną uznanie przez niego siebie samego za świętego. W obu tych wypadkach świętość w znaczeniu religijnym wykluczam. Nie można nazwać świętym człowieka analizując wybiórczo jego zachowanie, z kolei żaden człowiek nie może sam sobie przypisać świętości bez narażenia się na grzech pychy. Ludzie święci w moim odczuciu są natchnieni przez Ducha Świętego. Czynią dobro całym swoim życiem, a niektóre z wydarzeń w ich życiu, jednostkowe dają świadectwo o ich świętości. Matka Teresa przez całe życie poświęcała się biednym, opuszczonym i chorym ludziom. Ojciec Pio głosił wiarę, miłował bliźnich i czynił cuda. O świętości tych ludzi zadecydowano po ich śmierci, aby dawać innym wierzącym sygnał, światło postępowania.

Do wniosków powyższych i toku rozumowania zmusiła mnie lektura „Dżumy”. Kilkakrotnie czytałam rozważania Tarrou i Rieux na tematy teologiczne. Zarzewiem ich było płomienne kazanie ojca Paneloux. Ksiądz ów jako postać literacka z pewnością reprezentował tradycyjne podejście do problematyki ludzkiego cierpienia i świętości w wierze katolickiej. Wynika ono z pierwotnego tłumaczenia istoty wiary i Boga. Pierwsi chrześcijanie dosłownie oddawali się pod opiekę Bogu. Szczera wiara była gwarancją, tak uważali, że żadna krzywda nie może im się stać, bowiem zostali ochrzczeni lub właśnie wrócili od spowiedzi. Znamy średniowieczne podejście ludzi wiary i ich oczekiwania, chęć posiadania, nawet kupienia za pieniądze gwarancji życia wiecznego (kościół odpowiadał na te żądania lub je prowokował- w tej dyskusji to nieistotne). Współcześnie kościół zachęca wiernych poprzez stwarzanie im okazji do uzyskiwania odpustów pod pewnymi warunkami, aby przez chwilę oddawali się modlitwie, aby zbliżali się do Boga. To jest pewna wskazówka dążenia do doskonalenia się w wierze, w byciu dobrym człowiekiem. Ojciec Paneloux twierdzi jak jego średniowieczni bracia Jezuici, iż dżuma jest karą za zło, jakiego dopuścili się ludzie w Oranie. Myliłby się jednak ten, kto szukałby jakiejś paraleli z biblijną Sodomą i Gomorą. Przesłanie księdza może wzywać do poprawy moralnej, ponieważ intuicyjnie ludzie, społeczeństwa i narody, w momentach tragicznych dla siebie odwołują się do swojej religii, do Boga jako ostatniej instancji sprawczej. Dla mnie kazanie księdza było manifestem, wezwaniem do modlitwy i w rzeczy samej, następują później dni modlitw, wierni zbierają się w kościołach, ale narrator ateista umniejsza zasługi ich modlitw. Oni nie mieli modlitwą leczyć panie Camus- mieli dawać wiarę w życie z Bogiem, w to, że cierpienie ma sens i pewnie kiedyś się skończy. Zjednoczeni w modlitwie łatwiej mogli znieść życiowe tragedie. Idący do krematoriów w niemieckich obozach zagłady Żydzi także modlili się, choć z pewnością byli wśród nich ludzie chcący walczyć z nazistowskim oprawcą. Tam jednak, gdzie wszelkie działania zawodzą, pozostaje jedynie modlitwa.

Walczący z chorobą w Oranie nie mieli żadnych szans. Castel pracował nad serum, całe miasto czekało na serum wysyłane z Paryża, które nie pomagało. Dżuma sama ustąpiła po wielu miesiącach prześladowań ludzi. Rieux, Grand, nawrócony Rambert i zmieniony ksiądz Panneloux pomagają chorym, niosą im ulgę w chorobie i przed śmiercią. Znamienne są słowa sędziego Othona, który zgłasza się na stadion, na którym odbywał kwarantannę po śmierci synka, i na pytanie Rieux, dlaczego chce się narażać, odpowiada, że chce być bliżej syna. A przecież syn odszedł. Wiara jednak pozwala łączyć się ze zmarłymi, czuć ich bliskość, mieć nadzieję, że odchodzący jeszcze kiedyś nas spotkają poza tym światem. Tarrou dąży do świętości. Jako dziecko był świadkiem skazania pewnego człowieka na śmierć. Prokuratorem, oskarżycielem był jego ojciec. Od tamtej chwili ich drogi rozeszły się. Tarrou umiera z radością, przez całe życie walczył z wszelkimi przejawami zła. Ma nadzieję, iż nie zdołał nikogo zniszczyć, zranić, zadżumić. Ta myśl, aby żaden człowiek nie skrzywdził nigdy drugiego to pierwsza podstawowa wiara, najważniejsze przesłanie mojej religii i pojmowanie świętości. (1111 wyrazów)